Nowości
Mimo naszych obaw
„Mimo naszych obaw rejs przebiega spokojnie. Kołysania nie odczuwa się prawie wcale, gdyż nawet burzliwą zazwyczaj o tej porze roku Zatokę Biskajską jakby ktoś polał oliwą. W powietrzu nie widać samolotów, w morzu zaś Ubootów. Przestaliśmy więc wypatrywać pienistych śladów, jakie pozostawiają za sobą peryskopy okrętów podwodnych płynących w bojowym zanurzeniu. Dni spędzamy teraz na rozmowach i... przy kartach. Grywamy w pokera, oczywiście dla zabawy, na zapałki.
Jesteśmy na wysokości kanału La Manche, gdy nad statkiem rozlega się warkot samolotu. Biegniemy szybko na pokład, choć syreny nie ogłaszają alarmu. Z zapartym tchem wpatrujemy się w niebo. Już go widać! Wyskakuje zza chmur i zatacza nad nami obszerne kręgi. Chwila niepokoju, potem uczucie ulgi. To brytyjski wodnopłatowiec „Catalina". Będzie ochraniał nasz statek na tym najbardziej niebezpiecznym odcinku trasy. Po jakimś czasie „Catalina" odlatuje, ale na jej miejsce przybywa inna — po prostu zwykła zmiana warty w powietrzu.
Wpływamy do Kanału Św. Jerzego, pomiędzy Irlandię i Anglię. Strzegący nas wodnopłat kiwa skrzydłymi na pożegnanie i znika w chmurach. Tu już względnie bezpieczne wody.
Rankiem 5 grudnia 1942 roku statek cumuje przy molo w szkockim porcie Greenock. Nie zachowałem w pamięci jego obrazu, byłem widać zbyt zaaferowany lądowaniem.“(1)