Jak już o tym była mowa
„Jak już o tym była mowa, ów człowiek zostawił w tym domu dziecię, a wraz z nim i dobrobyt, toteż ilekroć chłopiec słyszał wymawiane przez matkę imię Gilberta, wywoływało to w nim uczucie bliskie adoracji, a wreszcie, kiedy młody człowiek sam zjawił się w ich domu już jako osoba stateczna i obdarzona tytułem doktora, i do dawnych dobrodziejstw dołączył obietnice na przyszłość, Pitou uznał, że nie tylko jego matka, ale i on sam winien okazać mu swą wdzięczność. Nie bardzo rozumiejąc, o co chodzi, chłopiec wykrztusił parę słów, któce miały świadczyć o tym, że nigdy nie zapomni, że na zawsze zachowa wdzięczność. Były to słowa często wypowiadane przez jego matkę.
Gdy spostrzegł więc przez furtę cmentarną doktora, zmierzającego ku niemu pomiędzy mogiłami porosłymi darniną, z przewróconymi krzyżami, zaraz go poznał, podniósł się i ruszył na jego spotkanie. Chłopiec rozumiał, że nie może odpowiedzieć odmownie — jak to uczynił wobec innych — człowiekowi, który przybywa wezwany przez jego matkę. Nie stawiał więc już żadnego oporu, kiedy Gilbert wziął go za rękę, obejrzał się jedynie za siebie i spłakany pozwolił się wyprowadzić poza obręb cmentarza.
Przed bramą cmentarną stał wytworny powozik. Doktor umieścił w nim biednego chłopca i pozostawiając chwilowo dom na łasce losu, zawiózł swego pupila do miasta i wraz z nim zatrzymał się w najlepszym zajeździe, który w owych czasach nosił nazwę „Pod Następcą Tronu".“(5)